Translate

środa, 14 sierpnia 2013

Kołhoz

„Cześć John:

Dzięki za dobry list. Myślę, że czasami nie zaszkodzi pamiętać, skąd się przyszło. Znasz miejsca, skąd ja przyszedłem. Nawet ludzie, którzy o tym piszą lub robią filmy, nie mają o tym pojęcia. Nazywają to ‘Od 9 do 5’1. To nigdy nie jest od 9 do 5, nie ma przerwy na lunch w takich miejscach, w rzeczywistości w wielu z nich, żeby zachować pracę, nie idzie się na lunch. Za to są nadgodziny, a księgowość nigdy nie potrafi policzyć ich jak należy, a jeśli narzekasz, to na twoje miejsce czeka kolejny frajer.
Znasz moje stare powiedzenie: ‘Niewolnictwo nigdy nie zostało zniesione, po prostu zostało rozciągnięte na wszystkie kolory’.
I to co sprawia ból, to stale znikające człowieczeństwo u tych, co walczą o utrzymanie pracy, której nie chcą, ale obawiają się gorszej alternatywy. Ludzie po prostu stają się pustką. Są ciałami ze strachliwymi i posłusznymi umysłami. Ich oczy tracą blask. Głos staje się paskudny. I ciało. Włosy. Paznokcie. Buty. Wszystko.
Jako młody człowiek nie byłem w stanie uwierzyć, że ludzie mogą poddać się takim warunkom. Jako stary człowiek wciąż nie mogę w to uwierzyć. Z jakiego powodu to robią? Dla seksu? Telewizora? Samochodu na raty? Czy dzieci? Dzieci, które zrobią potem dokładnie to samo co oni?
We wczesnej młodości, kiedy przechodziłem z jednej pracy do drugiej, byłem na tyle głupi, że czasami mówiłem do moich współpracowników: ‚Hej, szef może wejść tu w każdej chwili i zwolnić nas wszystkich, tak po prostu, nie rozumiecie tego?’
Tylko na mnie patrzyli. Przedstawiałem im coś, czego nie chcieli do siebie dopuścić.
Obecnie w przemyśle są ogromne zwolnienia (huty, zmiany technologiczne w innych fabrykach). Są zwalniani setkami tysięcy, a na ich twarzach maluje się zdumienie:
‘Oddałem 35 lat swojego życia…’
‘To niesprawiedliwe’
‘Nie wiem, co robić’
Nigdy nie płacą niewolnikom wystarczająco dużo, żeby mogli się wyzwolić, tylko w sam raz, żeby mogli przeżyć i wrócić do pracy. Byłem w stanie to dostrzec. Dlaczego oni nie byli? Doszedłem do wniosku, że ławka w parku albo bycie ćmą barową były tak samo dobre.
Właśnie napisałem o tym wszystkim z odrazą i przyniosło mi ulgę wyrzucenie z siebie tego gówna. A teraz, gdy jestem tak zwanym zawodowym pisarzem, po tym jak zmarnowałem pierwsze 50 lat życia, odkryłem, że istnieją kolejne odrazy.
Pamiętam, jak kiedyś pracowałem jako pakowacz w pewnej firmie oświetleniowej i jeden z pakowaczy powiedział znienacka: ‘Nigdy nie będę wolny!’
Jeden z szefów przechodził (nazywał się Morrie) i wypuścił z siebie taki uroczy rechot, czerpiąc satysfakcję z faktu, że ów pakowacz był uwięziony na całe życie.
Zatem szczęście, że udało mi się w końcu wydostać z tych miejsc, nieważne ile czasu mi to zajęło, dało mi poczucie radości, radosną uciechę z cudu. Obecnie piszę ze starego umysłu i starego ciała, dawno po czasie, w którym większość ludzi nadal myślałaby o czymś takim, ale skoro zacząłem tak późno, jestem sobie to winny i choć słowa zaczynają się chwiać, i trzeba mi pomoc wejść po schodach, i nie potrafię odróżnić błękitnika2 od spinacza do papieru, to wciąż czuję, że coś we mnie będzie pamiętać (nieważne jak stary będę), jak przeszedłem przez mordęgę, gówno i harówkę do przynajmniej wspaniałomyślnej metody na śmierć.
Nie zmarnować zupełnie swojego życia wydaje się godnym szacunku osiągnięciem, nawet jeśli tylko dla mnie samego.

Twój chłopak
Hank”

poniedziałek, 29 lipca 2013

Budowlanka.

Długo się zastanawiałam, czy coś napisać. Ostatnio nie mam ochoty tu zaglądać i dzielić się z wami moimi refleksjami.
A jednak to robię. Dziś właśnie minął miesiąc odkąd nie pracuję. Chodze na rozmowy, załatwiam sobie jakieś tymczasowe prace, ale to wszystko to totalna kapusta.
Przecież nie mogę sie załamywać.
Nie mam żadnych pieniędzy na sierpień, a wręcz jestem zadłużona.
I do tego wszystkiego jeszcze przestawiłam swój tryb, na nocny.
Nie mogę spać, jężdżę rowerem, wracam nad ranem.
Piję alkohol.
Nie mogę się powstrzymać, łagodzi to wszytsko wokół mnie.
Wiem, że to usprawiedliwienie swojego postępowania. Wiem, to doskonale.
W ciągu tego miesiąca, bardzooo wiele się wydarzyło. Złego i dobrego. Bardziej złego, co pomogło mi trochę urosnąć w doświadczenia.
Można by rzec, że poznałam trochę bardziej ludzką naturę. Też i swoją. Przede wszystkim.
Nabrałam większego dystansu do siebie, do tego co mnie otacza.
Odnalazłam swóje stare pamiętniki.
Pisałam wtedy wiersze.
I patrząc przez pryzmat lat, byłam bardzo smutnym i ponurym dzieckiem.
Oto wiersz:

Pytanie: Kim jestem?
- Człowiekiem...? czy cieniem człowieka?
- żyję? a może tak długo umieram...

Pojawiają się miedzy kartkami słowa zwątpienia, śmierć, samotność.
Nawet mój temat maturalny, dotyczył samotności.
Czemu przez tyle lat ciągnie się ten temat za mną?
Co mnie jeszcze zaintrygowało w tych moich pamiętnikach to, że zadawałam pytania, na które i tak nigdy nie otrzymywałam odpowiedzi.
Po co to robiłam?

sobota, 13 lipca 2013

Feministyczno-lesbisjki poemat o zniewieściałych chłopcach, pijaństwie i narkotykach.





Pewnie zastanawia was, skąd wziełam pomysł na nazwę postu?
Otóż, po rozmowie ze znajomym i o tym, że chcę o czymś napisać, doradził mi, abym właśnie tak go zatytuowała. I jest. Bardzo mi się podoba. A czy wam się podoba, czy nie, to mnie to gówno obchodzi. Sorry. To mój blog, mój post i moje pierdy w nim.

Skoro w tytule jest słowo "POEMAT" - to niech tak się do cholery stanie.
A co!
Zmieniam orientację. Śniły mi się cycki. Dobra, pierdolę głupoty. Jestem Bi- kocham kobiety.
Mogłabym być teraz z jakąś. Jak na razie, mam już przesyt mężczyzn. Albo nie, jakoś nie chcę nikogo.

Uwaga!

Byłabym z Tobą - albo rozłogą...
Jako smakujesz, aż się zepsujesz!
Ej? weź spierdalaj!
Będę brał Cię i gnał Cię, jak jest, tak jest.
Dla mnie- niee?
Będę brała Cię na wannę w kształcie...

Koniec!

Dobra tam, nie chce mi się pierdolić o tych chłopcach/mężczyznach. Nie będę o nich pisać. Jebać ich. Już mi się znudził ten temat na blogu.
Teraz może dojebię o przyjaźni. To trwalsze.

UWAGA:

Mam przyjaciół niewielu - znajomi chcą ode mnie bajzelu albo szmelu. 
Jak wolisz, ziom!
- cho na piwko na przeciwko! dam ci magnezu i dorzucę pierzu.
chętnie ci pomogę, ale pokaż swoją nogę albo - daj na piwo?!

Było feministycznie, trochę lesbijsko, to może teraz narkotyki riki -tiki?

Gibongo Zajebongo!
Ty jesteś jak choroba ile cię trzeba palić ten tylko się dowie,
 kto cię dymał...
- dajesz mi wiarę, 
-  dajesz mi siarę i robię sobie dziarę za dziarę!
Bo człowiek człowiekowi wilkiem, a zombi zombi, zombi...

Daj żyć! - to o zniewieściałych chłopcach.

Więc zostało - pijaństwo!

- I pozostanie ono do końca mych dni...
na wieki wieków amen.
Kamień. 

Koniec tych wierszyczków. Już mi się znudziły.

Mam ochotę na chamski melanż. Na coś niestandardowego. Potrzebuję małej adrenalinki.
Orgazmu?
Nie wiem nazywajcie sobie jak to chcecie...

Ej???
Ostatnio zauważyłam fajną sprawę. Coraz więcej uśmiechniętych ludzi na ulicy, w komunikacji. Jak super!

Przyjemnie. I nawet sporo pomocnych, otwartych. Świat zmierza ku lepszemu heheh

Poznałam kilka nowych osób. Dość specyficznych i bardzo ich polubiłam. Jednak nowa krew, nowe znajomości pobudzają życie od nowa. Mam ochotę ich słuchać, dowiedzieć się czegoś nowego. Ale nie za dużo i nie za długo. Żeby mnie za szybko nie zmęczyli.
Jak na razie, świetnie się bawię.

Takich wakacji długich to jeszcze od matury nie miałam. Przynajmniej mam czas na różne zajęcia, na które rzekomo nie miałam podczas pracy. Albo ich nie chciałam mieć.
Zaczynam doceniać swoją samotność.
I bardzo sobie ją cenię, jak i innych ludzi. Oczywiście.
Aaa. Zapomniałam. Od nowa, wyrobiłam sobie czytanie książek w tygodniu, nie w mc. To takie super, oderwanie się w ten świat kartek papieru.
Literatura zaczęła mnie znowu uspokajać. I dawać nowe spojrzenie na pewne sprawy, na które pewnie nie znałam albo zapomniałam odpowiedzi. Przez to mechaniczne życie, które mnie otacza i w którym sama uczestniczę. Nie zauważanie kluczowych problemów. W ralacjach, każdych.
Wieża Babel.
Tyle w tym temacie.
Idę spać.
Dobranoc.












wtorek, 18 czerwca 2013

Marion Delorme.

OK, już się uspokoiłam.



Wczoraj spotkałam się z kolegą, trochę mi natłukł oliwy do głowy, wyjaśnił pewne spawy dość ważne, nie tylko dla mnie, ale dla człowieka. Już inaczej na to patrzę.
Moje życie się zmienia szybciej niż jestem w stanie to ogarnąć. Ale  z moim ADHD poniekąd stwierdzonym przez specjalistów, powinnam ogarniać taki tryb, to coś dla mnie.
Ja nie potrafię ogarniać na spokojnie, ja muszę mieć zapierdol, młyn, kopniaka w dupę. Wtedy automatycznie się ogarniam jak strzała.
W sumie to mój ostatni tydzień w tej pracy. Od piątku mam urlop i lecę do Paryża. A jak już wrócę, to nie będzie niczego. heh. Trochę mnie to bawi. Bawi mnie moje życie. Ludzi których spotykam. Mam wrażenie, że jestem z innego świata.
Ogólnie to już mniej osób mnie wkurwia i sytuacji. Chyba leki zaczynają działać. Mam wyjebane. Nic nie muszę. Siedzę w tej pracy, już na totalnym luzie. Bo co tu robić? Jak tu nie ma nic do pracy...
Marazm.
Siedzenie, siedzenie, klikanie w internecie. Co prawda teraz szukam sobie pracy, pisze bloga, klikam na GM. Uczę się angielskiego.
Takie moje zajęcie. Jakiś tel odebrałam, jakiegoś e-mail napisałam, pocztę otworzyłam i tyle.
Nie no, to praca lekka, ale czy ja kurwa chcę takiej pracy? chyba nie. Chcę coś robić, a nie udawać.
Ja jebe.

Piszę sobie właśnie z koleżanką na gmailu i tak jakoś zeszło na relacje damsko - męskie.
No i do czego doszłyśmy? a to do tego, że większość panów, chciałaby mieć skromne, grzeczne dziewczynki, które mało co się odzywają, a jak już to do lodzika. I budzą ich rano pod kołderką pysznym lodzikiem. W stylu: - "chapaj dzidę świnio ;P"
Ten tekst mnie tak rozjebał, że do tej pory się śmieje. Losie. heheh
Niestety to fakty.

I tak nas ciągle zastanawia, dlaczego oni tak zwyczajnie pierdolą. Niby chcą silnej zdolnej, inteligentnej kobiety, a w większości wybierają puste laski, tipsiary, co są prostolinijne bez żadnych wyższych celów i zainteresowań. A te super, laski są singielkami.
O co tu kurwa chodzi?
to ponoć kobiety są skomplikowane, ale ja ciągle uważam, że to w inną stronę idzie...

https://www.youtube.com/watch?v=A93Uk9yjzhY




poniedziałek, 17 czerwca 2013

Prokrastynacja.

Dzień dobry - Prokrastynacjo!

https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=FCuCXoZgNe4#!

jesteś ze mną każdego dnia.
Kto wie, jak długo jeszcze ze mną zostaniesz. Jak na razie, przez Ciebie jestem nie zdolna do niczego.



Ja pierdolę! chce mi się krzyczeć. Jak na razie, wszystko jest do dupy. KUrwa!
Właśnie się dowiedziałam, że mój szef nie przedłuża ze mną umowy. Od lipca jestem bezrobotna.
Noo. pięknie, będę mogła spokojnie chodzić na terapię. Albo nie, oddam się dobrowolnie na Sobieskiego tam przynajmniej będę miała zapewnione spanie i jedzenie.
Lepiej być nie może. Zawaliłam studia, teraz nie mam pracy, leczę się na depresję. Co mnie kurwa jeszcze spotka. Zamiast być lepiej, to jest coraz gorzej. Tracę wszystko po kolei...
Tak, będę się użalać, mam dziś taki dzień.

https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=rnO1OYQa200#at=114

Jestem totalnym gamoniem, matołem, który jak widać nie nadaje się do niczego.
Ja muszę się z tego wyleczyć, bo nie wiem, jak ja skończę.
Skoczę z mostu!



Wprawdzie, wysłałam CV do takiej babki do Agencji Reklamowej z informacją, że od lipca nie mam pracy, żeby pomogła, do znajomego, który chciał mnie wkręcić też do Agencji Eventowej, ale to wszystko nie pewne.
Nosz kur!
Od początku roku moje życie wiruje, zmiana pracy, zawaliłam studia, wycieczki do Paryża, rozstanie z miłością, wstrząśnienie mózgu, depresja, teraz strata pracy i faszerowanie się antydepresantami. Co mnie jeszcze spotka? Ile będę tak wirować...
Niee, niee, ja w to nie wierzę!!!
Niby liczyłam się z tym, że może mi nie przedłużyć, ale myślałam, że to raczej niemożliwe. A jednak się przeliczyłam i chuj.
Co teraz?
czekać na pracę nie będę- szukam, działam. Ale znowu mnie strach ogarnia i lęk.



Marta, tylko spokojnie. Wszystko się przecież ułoży. Przecież sobie poradzisz. Zawsze sobie dawałaś radę. Masz teraz słabszy okres. Ale to minie, poukładasz sobie wszystko.
Jesteś dzielna, wiesz o tym. Dobra, dość tego pierdolenia.
Jak nie ta, to inna. Może to znak, że powinnam coś zmienić. Ale tak myślałam w styczniu, że będzie lepiej. Widocznie, to nie to. W sumie, ja się nie nadaję do pracy biurowej. Ale mimo tego, miałam tu swój ciepły kurwidołek, zagrzany, pewny. Do dziś.



Muszę się uspokoić. Muszę odpocząć. Zniknąć na kilka dni. Przemyśleć wszystko i podjąć jakieś kroki. 1 lipca mam wizytę u psychiatry. Niby mam mieć tę terapię, ale nie informuje mnie coś.
Zapytam go, jak się pojawię u niego. Jak mnie zapyta, jak się czuję, powiem, że straciłam pracę i jest coraz lepiej.



Odciąć się trzeba, zmienię numer, żeby trochę się wyciszyć i żeby nikt mi nie przeszkadzał w tym odpoczynku. Nie katował telefonami, tym gdzie jestem itepe.
A było tak miło w ten week. Cały czas na rowerze, spotkania ze znajomymi do rana nad Wisłą. Przyjemnie, a tu taka niespodzianka w poniedziałek.
Nie ukrywam, że jest mi smutno trochę. I myślę o tym.


Uspokoiłam się już. OK. Już mi lepiej.
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=93ASUImTedo#!

Muszę posłuchać muzyki, ona mnie relaksuje jakoś.
Na razie.



czwartek, 13 czerwca 2013

Get free.

https://www.youtube.com/watch?v=ytIfSuy_mOA



Aaa.
Jak mi dobrze.
Wczoraj od godz. 18 do godz. 24 jeździłam na rowerze. Wyjechałam z Gocławia na Ursynów, potem do centrum i na Powiśle, tam odpoczynek w gronie znajomych i ze znajomym na Białołękę. Oj, zrobiłam mimo wszystko kilka km.
Dzisiaj rano jak się obudziłam, to czułam się jak osa hehe.
Spędziłam bardzo miło popołudnie. Przypadkiem spotkałam kilku znajomych, nieznajomych, a później okazało się, że doszedł nasz wspólny kolega, który był nieco zaskoczony, że ja tam siedzę i z tego powodu, jego znajoma zrobiła sobie ze mną zdjęcie.
Czuję wolność, jadąc rowerem. Wiatr we włosach. Cudowne uczucie.
Wyzwolenie.



Było ciepło, przyjemnie, alejki oświetlone wzdłuż Wisły. Wstąpiliśmy jeszcze na chwilę pooglądać fontanny.
Kurde, noo, to było beztroskie. Mogę spokojnie napisać, że było mi dobrze i byłam zadowolona.



A dziś jak sobie jechałam do pracy, to sobie myślałam o tym, jakby to było, gdyby mnie nie było. Czy ktoś zauważyłby, że mnie nie ma , że zniknęłam albo umarłam, nie wiem. Czy komuś tak naprawdę zrobiłoby się smutno, czy ktoś tęskniłby za mną albo wspominał mnie dobrze.
Ciekawe, jakby wtedy mnie postrzegali, jakby mówili o mnie. Hmm
Od dawna mnie to zastanawia.
Mam ochotę zniknąć na jakiś czas, odpocząć od ludzi i tego wszystkiego. Przeprowadzić się, zmienić nr tel, nie wracać na FB, tak ulotnić się na jakiś czas i poznać siebie., Co mam w sobie.
Chcę mieszkać sama. Może to nastąpi już niedługo. Rozmawiałam z sis, więc pewnie wakacje. Mój brat się wprowadza na moje miejsce. Więc spokojnie mogę ich opuścić bez wyrzutów sumienia. Zabiorę psa, żebym nie była taka samotna, bo ja bez tego psa żyć nie mogę. To miłość bezwarunkowa, Ona mnie kocha miłością prawdziwą. Po co mi jakiś mężczyzna - ja już wybrałam. Mam psa. jest wdzięczna, że ją tulę, miziam, daję jej jeść i spaceruję.
To lekarstwo na zło tego świata.
Czuję się niekochana.
Samotna (mam psa) ale wśród tłumu.
Jestem niedopieszczona, samotna, niekochana,
Dziękuję i do widzenia.



wtorek, 11 czerwca 2013

Red car

Witajcie!

minął tydzień od abstynencji. Nie wiem, dlaczego to liczę, ale wydaje mi się, że minęło trochę więcej czasu, a pewnie dlatego, że ciągle ktoś, gdzieś zaprasza na alko...

W tym czasie, a raczej w ciągu tego tygodnia sporo się wydarzyło. Dla mnie, sporo... Tydzień biorę już tabletki antydepresyjne. Od czwartku uczestniczyłam w festiwalu Capoiery. Poznałam dużo nowych i ciekawych osób. Strasznie, ale to na maksa wkręconych w tę kulturę. Pokazali mi zalążek tego i bardzo mi się to spodobało. Zaczynam to trenować.
Zmieniam tryb, poza tym, sport - to dodatkowy hormon szczęścia.
Widziałam, jak Ci ludzie się cieszą, jak nawzajem się nakręcają. Jakoś tak pozytywnie na mnie wpłynęli.
W sobotę mieliśmy imprezę w klubie w temacie :"afro-brazylijską". Zabrałam tam ze sobą moją przyjaciółkę, też jej się podobało, tylko był jeden epizod, strasznie wkurzył mnie ochroniarz, ale to już nie będę o tym pisać. Hehe.



W ramach zróżnicowania sobie wieczoru, skoczyłyśmy z koleżanką do klubu obok. Tam było uraczyli nas trzema drinkami za free (ja nie piłam). Wzięłam na siebie dla Anulki, to sobie skorzystała.
Powiem tak: - impreza na trzeźwo ostatnio bardziej mi się podoba niż po alkoholu.



Mówię Wam, to co ja zobaczyłam, to istna groteska. Ludzie, którzy tam przychodzą, ich stroje, miny, zachowania, to jak się poruszają- to było na maksa żałosne. DJ, który ledwo co się mieścił za didżejką z wielkim brzuchem i gramofonami, jak dla 6 latka, udawał, że coś tam robi i włączał muzykę z radia.
Losie...            
                                                   


Z wrażenia to sobie na jego tle zdjęcie zrobiłam, żeby zapamiętać ten żałosny widok. Poza tym, laski tańczyły na barze, ale tak paskudne, że nie dało się na nie patrzeć, ale oczywiście, panowie już zrobieni po alkoholu patrzyli, jak na mięsooo. Fuja.
Cóż.
To właśnie robi z nas alkohol. Jak chcesz zobaczyć siebie na imprezie, przyjdź raz trzeźwy, to będziesz pił mniej od razu mniej albo w ogóle. Hehe.
Jak ja się tak zachowywałam, to jest mi na maksa wstyd.
Najlepsi byli też panowie, co stali przy barze, w koszulach Ralpfa Laurena, pili najlepsze drinki, tańczyli do tej beznadziejnej muzyki i walili ręką w stół. Naprawdę, świetna zabawa przy barze.
Jak już się upili dobrze, to poszli na parkiet wyrywać te wszystkie ślicznotki, które w dzień są pasztetami.
Ale to nie były tylko moje spostrzeżenia trzeźwej osoby, moja Ania, była po kilku drinkach i również była załamana i płakała ze mną ze śmiechu.
Nudzić się nie nudziłyśmy.
Po tym klubie, wróciłyśmy do naszego. Tam zostaliśmy do 3 i do domu.
Wracałam nocnym, który był tak rozśpiewany, jak wycieczka szkolna. Przyłączałam się czasami, jak znałam tekst.
Nie picie, a bycie z pijanymi się udziela.




A w niedziele zakończenie festiwalu i uczta wieczorna. Tylko ja byłam spoza grupy, reszta to Ci to trenują i trenerzy. Każdy miał coś przynieść do jedzenia. Były specjalne dania brazylijskie, muzyka, instrumenty, a  na koniec film.
Było, przyjemnie, miło i czułam się jak ze starymi znajomymi. Naprawdę potrafią wprowadzić miłą atmosferę.
Kończę, bo mi się spać chcę.
Pozdrawiam,

Szukaj na tym blogu