http://www.youtube.com/watch?v=flZZ7Sbwun0
Ptica - tak mnie nazwał jeden nowo poznany człowiek na weselu, kiedy byłam w sierpniu ze znajomym. Dodał też, że jestem - "ćmą barową". Że fruwam i lubię wolność.
Nikt i nic mnie nie zatrzyma. Trochę tak jest.
Ale za tę wolność i fruwanie muszę płacić.
Kilka dni temu, znowu miałam melancholię. Coś mnie znowu dobija i za dużo myślę, jakieś chore sny ciągle. Ale nie o tym chciałam dziś napisać.
Dziś może na temat potrzeb kobiecych i wartości albo ideii życiowych.
Głupio to brzmi, ale może spróbuję to jakoś rozszerzyć i wyjaśnić, co mi leży na sercu i z czym ostatnio się borykam albo mówiąc wulgarnie- co mnie wkurwia.
Enjoy!
Seks.
No ja pierdole! czy doprowadzenie kobiety do orgazmu to takie trudne?!
napierdalanie jak chomiczek to takie super??!
OK. Ja też lubię, ale penetracja - panowie - penetracja, nie rzeczowo podchodzić do lizania cipki, czy cycuszek.
Nosz kurna.
Czy wy macie jakieś wyczucie czasem?
Sami chcecie, żeby was miziać, pieścić i robić dobrze lodzika, a nie potraficie nas dotykać...
Pocałunek też jest ważny. Dla mnie to chyba jedyny bodziec, żeby się podniecić.
Czemu tak mało kobiet nie mówi swoim partnerom, co je podnieca?
Później taki koleś, przekonany, że jest zajebisty w łóżku, robi to samo z inną, później z kolejną, w końcu trafia na mnie i ja mu mówię, że mi się nie podoba, a on jest rozczarowany i wkurwiony?
Hmm.
Ale to nie moja wina chyba, tylko tego, że naprawdę był słaby. I musi się z tym pogodzić. Słucham moich znajomych i tak słuchając wyobrażam sobie ich życie seksualne. Niektóre mają ciekawe i są spełnione, mam na myśli, zadowolone i nikt nie musi poprawiać, ale inne, to aż sama mam ochotę je zadowolić, po tak kiepskich stosunkach z ich partnerami. Wydaje mi się, że to przez pornosy. Może nie sugerujmy się nimi, tylko zachowujmy w łóżku tak, jak czujemy partnera/kę i będzie bajkowo.
Z euforii od zajebistego seksu, aż się w głowie kreci.
Mieliście kiedyś taki seks, że czuliście się jak pijani, a nie byliście?
Jeśli nie, to współczuje Wam...:)
Ja lubię eksperymentować, ale i "tradycyjnie" podchodzić do sytuacji, to zależy na co mamy ochotę. Ale większość mężczyzn jest nudna w seksie fest. Najgorsze jest to, że ludzie wstydzą się swojej seksualności. Wyzwolenia.
Jak ten znajomy powiedział o mnie, że jestem wyzwolona i lubię psocić, miał chyba też na myśli, że pewnie nieźle się "pieprzę". Kto wie, nie wiem tego. To, że się śmieję, nie mam czasami zahamowań, to fakt, bo dla mnie powiedzenie "cipka" to nie jest jakiś wulgaryzm. Albo bycie pewnym, czego oczekujesz albo, co lubisz w seksie, to takie złe?
no nie wiem, ja też chcę osiągnąć orgazm jak i dać drugiej osobie, więc teraz nie owijam i mówię o tym wyraźnie. Polecam. Jak Ci się nie podobało, to powiedz, jak nie miałaś orgazmu, to nie udawaj. Po co, samą siebie okłamujesz, już chuj z nim, ale Ty jesteś ważna. Jak nie potrafisz zrobić lodzika, to powiedz, że nie umiesz, ale postarasz się dla niego, jak najlepiej. I niech tylko taki gość zacznie się śmiać z tego, to urwałabym jaja. Chodzi o zaufanie. To nie jest maszynka do robienia loda albo minetki. Musi być chemia. Pożądanie.
Kolejna sprawa.
Umoralnianie.
Nie będę hipokrytką, jeśli nie napiszę, że sama to stosuję na moich znajomych, rodzinie. Ale ok, ja szanuję krytykę innych, to i moją też proszę poszanować. Jak coś mi się nie podoba, to mam chyba do tego prawo? Prawda?!!
Każdy ma jakieś swoje przyzwyczajenia albo wyniesione z domu albo nabyte przez sytuacje w których się znaleźliśmy. Ale więcej tolerancji. Ja nie będę robiła tego jak Zosia, bo ona uważa, że jej sposób jest najlepszy, a mój nie. Niech spróbuje mojego. Styl ubierania, jak mam ochotę na dres, to wkładam, nikomu się nie musi podobać, mnie też nie musi się podobać jak ktoś inny się ubiera. Nie lubię, jak ktoś się spina i ma kołek w dupie. Wywiera stres i u siebie i u mnie. Po co tak się nakręcać. Czy nie można żyć spokojnie? Po co te wyścigi szczurów?
Ja już to pierdolę. Ani matka, ani ojciec nie będą mi mówić, co i jak mam robić. Szanuję ich opinię, ale i tak zrobię co będę uważała za słuszne.
Denerwują mnie niektórzy, że nie potrafią albo boją się wyrażać swoje opinie. A już przede wszystkim wśród bliskich. Mamie, tacie, boją się powiedzieć, co myślą. Zastraszeni, jacyś. Nie pokazują prawdziwej swojej twarzy. A później się dziwią, o jej, a przecież moja córka, to taka dobra dziewczyna, jak to się stało, że bierze narkotyki od 5 lat, przecież co tydzień chodziła ze mną do kościoła. Świadectwa z paskiem, stypendium na studiach. W pracy najlepsza. A jednak, nie wytrzymała. Ma swoje używki. Pije, pali, pieprzy się z kim popadnie, a przy rodzicach jest najlepsza. Pozery jebane. Moi rodzice wiedzą jaka jestem. Ja nie nie ukrywałam swojej twarzy. Jak byłam pijana i zarzygana, matka mnie umyła i spakowała do szkoły. Ojciec wiedział, że jaram marihuanę, był zły, ale co miał zrobić? Czy wyrosłam na złego człowieka? dla niektórych, co to przeczytają pewnie tak. Ale wiecie co?
W dupie to mam:)
Pozdrawiam,
"Nie umiem pisać, ale jestem tego rodzaju debilem, który jeżeli czegoś nie umie, to go to strasznie wciąga. Lubię po prostu to, czego nie umiem, co jest nieznane." M.P.
Translate
czwartek, 5 września 2013
piątek, 30 sierpnia 2013
Życie cyganerii.
Ej, wy? - ludzie psy!
miałam lenia, żeby pisać, więc na łatwiznę, wklejałam cytaty z książki Henrego Millera "Zwrotnik raka", którego serdecznie polecam. W ogóle Millera polecam. Przypomina mi trochę Bukowskiego.
To tak a propos literatury i książki na wakacje. Dobrze się wkomponowała w mój czas jaki teraz przechodzę, czy jak to inaczej nazwać. W którym jestem, doświadczam.
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=IdLWJjq6-Ho#t=185
Ogólnie to wracam do sił. Najgorszy był lipiec, za dużo tego wszystkiego na raz. Trochę się smuciłam, teraz z wieloma sprawami się pogodziłam. Dwa miesiące wakacji, nie miałam takich od matury. Nawet nie, po maturze zaczęłam od razu pracować. Super ten czas. Doceniam to. Nie chce mi się wracać do pracy. Straszliwie. Zauważyłam, że praca nie rozwija, a ogranicza i to straszliwie. Dlatego powrót do niej, trochę mnie przerasta. Na pewno nie do korpo. To już przy szukaniu pracy, dla mnie odpada.
Pracowałam sobie we włoskiej restauracji. O jej. Trzy dni, dniówka pięć dych. Kurwaaa - 12 h? za tyle kasy. Pierdolę to. Poza tym, jebany kucharz tak mnie molestował, że mi się rzygać chciało- jebany chuj!
Mam dość tej rasy "męskiej" - zostałam wypompowana po wcześniejszej relacji, więc jak mnie zaczepia jakiś "facet" to mnie to irytuje tak bardzo, że mam ochotę wziąć butelkę po coli, i tłuc nią go tak bardzo aż się roztłucze na jego głowie.
Chamstwa, buractwa i drobnomieszczaństwa nie zniesę!!! kurwa mać!
więc popracowałam sobie tylko te trzy dni. Ludzie mnie wkurwiali, inny poziom, jednak była nie mała przepaść miedzą mną a nimi. Jakiś burdel na kółkach. Po pierwszym dniu, właściciel Włoch zawołał mnie na słowo, zapytać, czy mi się podobało. Oczywiście powiedziałam, że nie i co. Przyniósł mi piwko, dał papierosy. Później zeszli się jego znajomi. Jak ich zobaczyłam, zaczęłam po cichu myśleć "w co ja się wpakowałam". Wpadła laska, (takie jakie lubię najbardziej - okaz najlepszy) szpila z 15 cm, mini, blond włosy, czarne brwi i sztuczne rzęsy, figurę miała niezłą, ale tępa jak łycha. Aaa zapomniałam była z dzieckiem...
Za chwilę wpadł kolega Włoch, co się okazało, mieszka z tą dziunią. Sponsoruję ja. Dziecko nie jego. Śmiał się do mnie, że ona nawet dobrze lodzika nie potrafi zrobić, hmm. Co ja tam robię, nadal zadaję sobie to pytanie. W co ja się kurwa znowu wpakowałam. Gadki szmatki, wpadła znowu jakaś dupa, co się okazało ta lalunia różowa ma 20 lat, a ta co wpadła ma 23 lata i męża. Przychodzi do Włocha, żeby mu obciągać, za piwka i luche. hahah Jebane suki, interesowne LARWY! - "przeciwko kurestwu i upadkowi zasad".
No nic. Porozmawiałam jeszcze chwilę na temat mojej pracy i tego, co mnie tak drażni etc. Wypiłam piwo i powiedziałam, że uciekam, bo jednak 12 godz biegania, trochę mnie zmęczyły.
Na co, ten kolega Włoch, który przyjechał jaguarem zasugerował, że po co tracić na taryfę, jak on mnie podrzuci. Okay.
pakujemy się. Dziunia z tyłu z dzieckiem, które ledwo co żyło i ja z przodu z nim. Byłam tak zestresowana, że jak weszłam do mieszkania, obiecałam sobie, że tam nie wrócę. Jednak poszłam jeszcze. Ale nie wracam tam. Nie mam ochoty być molestowana przez kucharza w stylu: "mm ale Ty masz pupcię, wylizałabym Cię całą, sukoo Ty! ", " myślisz, że ja tylko potrafię tłuc kotlety? spuszczałbym Ci się na te Twoje ładne ustka i buzie" - KURWA- RZYGAC MI SIĘ CHCE, JAK SOBIE O TYM POMYŚLE.
Skąd Ci ludzie się biorą? kolesie już bez blokad z góry mówią czego chcą, mimo tego, że mnie nie znał Pajac, a spojrzał na moją dupę i zaczął się pewnie brędzlować na kuchni. Fujaaaaa
koniec z tym, jebię tę pracę i ich kasę. Jestem szczęśliwa bez niej. Oj jak ja teraz wiele doceniam. Jak pieniądze gubią człowieka. Zauważyłam, że niewiele mi potrzeba.
Obserwując ludzi i samą siebie z przed lat, byłam strasznie zestresowana na myśl o stracie pracy i o tym, co ze mną będzie. Tak pieniądz mną rządził, a co się okazuje, on mnie tylko niszczył. Jak miło i godnie można spędzać czas, bez nie wiadomo jakiej ilości, posady, ważne, że jesteś szczęśliwy z małych rzeczy i z tego, co robisz, z pasji.
mimo tego, że nie mam pracy, ja nie mam wcale tak dużo czasu. Ciągle coś robię dla siebie. A najbardziej wkurwia mnie to, jak znajomi, nie wiem, z zazdrości, czy z chęci pomocy, ale która mnie irytuje, jak nie odbieram tel, to z pretensją, że przecież bezrobotni mają dużo czasu, a ja nie leżę całymi dniami, tylko organizuję sobie czas, do kurwy nędzy. Poza tym, nie chce mi się wisieć na telefonie i pierdolić głupoty.
Męczy mnie to.
Za dużo ostatnio nie chce mi się gadać, z nikim, nie mam ochoty. Jakoś nawet za tym nie tęsknię, no jak się napiję, to gadam jak najęta. Ale jak się zjaram, to odbiera mi mowę i tak jest ostatnio bez jarania. Chyba muszę częściej pić.
Mam faze na alko, jaranie, przez całe wakacje, non stop to robię. Nawet nie mam kaca, może to dzięki tym antydepresantom. Ale dzięki paleniu, czuję się cudownie, życie jest znośne, wiem, że to moja faza fazixa, ale żyć mi się chce wtedy. Ludzie mniej mnie wkurwiają. Jakiś czas temu, wybrałam się ze znajomym na rower, to daleko nie zajechaliśmy. Od 23 do 8 nad ranem siedzieliśmy nad wodą i nie mogliśmy się podnieść z ławki i wejść na rowery, może to i dobrze, bo ja nie wiem, gdzie byśmy zajechali, a tak przynajmniej jasno się zrobiło i wszystko się rozjaśniło jołki połki heheh hahahuhuh:) jak to był piękny poranek. Co my wymyślaliśmy, bolała mnie szczęka ze śmiania się. Cudowna to była chwila. To był tzw. MIKROTRIP, który trwał zdecydowanie za krótko. Jeszcze nie raz to powtórzyliśmy. Kosmos, uwielbiam z nim palić. On mi trochę otworzył oczy, na to co jest ważne i co nas niszczy. Mądry gość.
I jak teraz słyszę jak moje koleżanki opowiadają mi o pracy, to mnie głowa booooli. Bo jak się nie podoba,to trzeba zmieniać i ja już to wiem, już to potrafię. nie boję się, co będzie później, jakoś sobie poradzę. Ale już na pewno nie pozwolę sobie, żeby ktoś mnie źle traktował, czy to w pracy, czy w innej relacji.
Jestem wypompowana i w kwestii zawodowej i związkowej. Jak i nie chce mi się pracować, tak i nie chce mi się mieć kogoś. Doceniam swoje towarzystwo. I zrozumiałam, że nie ma co się poświęcać dla kogoś w całości. Ostatnio za bardzo mi zależało i strasznie, ale strasznie się zawiodłam, że teraz i na najbliższy czas, nie będę i nie chcę wiązać się z nikim. Czuję jakąś pustkę. Nawet nikt mi się nie podoba. Ja już nawet nie potrafię randkować, czy flirtować. Nie czuję tego. Nic nie czuję. Za dużo energii i zauroczenia poświęciłam byłemu. Przeglądałam sobie email stare i ja naprawdę byłam zakochana. Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie.
Rozczuliłam się. Chyba jeszcze o nim czasem myślę, choć mam do niego żal.
No nic, nie ma co rozpamiętywać, trzeba iść dalej.
http://www.youtube.com/watch?v=ThruPm_4oow
Zmęczyłam się i ledwo co widzę już. Dalszy ciąg nastąpi.
Dobranoc.
miałam lenia, żeby pisać, więc na łatwiznę, wklejałam cytaty z książki Henrego Millera "Zwrotnik raka", którego serdecznie polecam. W ogóle Millera polecam. Przypomina mi trochę Bukowskiego.
To tak a propos literatury i książki na wakacje. Dobrze się wkomponowała w mój czas jaki teraz przechodzę, czy jak to inaczej nazwać. W którym jestem, doświadczam.
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=IdLWJjq6-Ho#t=185
Ogólnie to wracam do sił. Najgorszy był lipiec, za dużo tego wszystkiego na raz. Trochę się smuciłam, teraz z wieloma sprawami się pogodziłam. Dwa miesiące wakacji, nie miałam takich od matury. Nawet nie, po maturze zaczęłam od razu pracować. Super ten czas. Doceniam to. Nie chce mi się wracać do pracy. Straszliwie. Zauważyłam, że praca nie rozwija, a ogranicza i to straszliwie. Dlatego powrót do niej, trochę mnie przerasta. Na pewno nie do korpo. To już przy szukaniu pracy, dla mnie odpada.
Pracowałam sobie we włoskiej restauracji. O jej. Trzy dni, dniówka pięć dych. Kurwaaa - 12 h? za tyle kasy. Pierdolę to. Poza tym, jebany kucharz tak mnie molestował, że mi się rzygać chciało- jebany chuj!
Mam dość tej rasy "męskiej" - zostałam wypompowana po wcześniejszej relacji, więc jak mnie zaczepia jakiś "facet" to mnie to irytuje tak bardzo, że mam ochotę wziąć butelkę po coli, i tłuc nią go tak bardzo aż się roztłucze na jego głowie.
Chamstwa, buractwa i drobnomieszczaństwa nie zniesę!!! kurwa mać!
więc popracowałam sobie tylko te trzy dni. Ludzie mnie wkurwiali, inny poziom, jednak była nie mała przepaść miedzą mną a nimi. Jakiś burdel na kółkach. Po pierwszym dniu, właściciel Włoch zawołał mnie na słowo, zapytać, czy mi się podobało. Oczywiście powiedziałam, że nie i co. Przyniósł mi piwko, dał papierosy. Później zeszli się jego znajomi. Jak ich zobaczyłam, zaczęłam po cichu myśleć "w co ja się wpakowałam". Wpadła laska, (takie jakie lubię najbardziej - okaz najlepszy) szpila z 15 cm, mini, blond włosy, czarne brwi i sztuczne rzęsy, figurę miała niezłą, ale tępa jak łycha. Aaa zapomniałam była z dzieckiem...
Za chwilę wpadł kolega Włoch, co się okazało, mieszka z tą dziunią. Sponsoruję ja. Dziecko nie jego. Śmiał się do mnie, że ona nawet dobrze lodzika nie potrafi zrobić, hmm. Co ja tam robię, nadal zadaję sobie to pytanie. W co ja się kurwa znowu wpakowałam. Gadki szmatki, wpadła znowu jakaś dupa, co się okazało ta lalunia różowa ma 20 lat, a ta co wpadła ma 23 lata i męża. Przychodzi do Włocha, żeby mu obciągać, za piwka i luche. hahah Jebane suki, interesowne LARWY! - "przeciwko kurestwu i upadkowi zasad".
No nic. Porozmawiałam jeszcze chwilę na temat mojej pracy i tego, co mnie tak drażni etc. Wypiłam piwo i powiedziałam, że uciekam, bo jednak 12 godz biegania, trochę mnie zmęczyły.
Na co, ten kolega Włoch, który przyjechał jaguarem zasugerował, że po co tracić na taryfę, jak on mnie podrzuci. Okay.
pakujemy się. Dziunia z tyłu z dzieckiem, które ledwo co żyło i ja z przodu z nim. Byłam tak zestresowana, że jak weszłam do mieszkania, obiecałam sobie, że tam nie wrócę. Jednak poszłam jeszcze. Ale nie wracam tam. Nie mam ochoty być molestowana przez kucharza w stylu: "mm ale Ty masz pupcię, wylizałabym Cię całą, sukoo Ty! ", " myślisz, że ja tylko potrafię tłuc kotlety? spuszczałbym Ci się na te Twoje ładne ustka i buzie" - KURWA- RZYGAC MI SIĘ CHCE, JAK SOBIE O TYM POMYŚLE.
Skąd Ci ludzie się biorą? kolesie już bez blokad z góry mówią czego chcą, mimo tego, że mnie nie znał Pajac, a spojrzał na moją dupę i zaczął się pewnie brędzlować na kuchni. Fujaaaaa
koniec z tym, jebię tę pracę i ich kasę. Jestem szczęśliwa bez niej. Oj jak ja teraz wiele doceniam. Jak pieniądze gubią człowieka. Zauważyłam, że niewiele mi potrzeba.
Obserwując ludzi i samą siebie z przed lat, byłam strasznie zestresowana na myśl o stracie pracy i o tym, co ze mną będzie. Tak pieniądz mną rządził, a co się okazuje, on mnie tylko niszczył. Jak miło i godnie można spędzać czas, bez nie wiadomo jakiej ilości, posady, ważne, że jesteś szczęśliwy z małych rzeczy i z tego, co robisz, z pasji.
mimo tego, że nie mam pracy, ja nie mam wcale tak dużo czasu. Ciągle coś robię dla siebie. A najbardziej wkurwia mnie to, jak znajomi, nie wiem, z zazdrości, czy z chęci pomocy, ale która mnie irytuje, jak nie odbieram tel, to z pretensją, że przecież bezrobotni mają dużo czasu, a ja nie leżę całymi dniami, tylko organizuję sobie czas, do kurwy nędzy. Poza tym, nie chce mi się wisieć na telefonie i pierdolić głupoty.
Męczy mnie to.
Za dużo ostatnio nie chce mi się gadać, z nikim, nie mam ochoty. Jakoś nawet za tym nie tęsknię, no jak się napiję, to gadam jak najęta. Ale jak się zjaram, to odbiera mi mowę i tak jest ostatnio bez jarania. Chyba muszę częściej pić.
Mam faze na alko, jaranie, przez całe wakacje, non stop to robię. Nawet nie mam kaca, może to dzięki tym antydepresantom. Ale dzięki paleniu, czuję się cudownie, życie jest znośne, wiem, że to moja faza fazixa, ale żyć mi się chce wtedy. Ludzie mniej mnie wkurwiają. Jakiś czas temu, wybrałam się ze znajomym na rower, to daleko nie zajechaliśmy. Od 23 do 8 nad ranem siedzieliśmy nad wodą i nie mogliśmy się podnieść z ławki i wejść na rowery, może to i dobrze, bo ja nie wiem, gdzie byśmy zajechali, a tak przynajmniej jasno się zrobiło i wszystko się rozjaśniło jołki połki heheh hahahuhuh:) jak to był piękny poranek. Co my wymyślaliśmy, bolała mnie szczęka ze śmiania się. Cudowna to była chwila. To był tzw. MIKROTRIP, który trwał zdecydowanie za krótko. Jeszcze nie raz to powtórzyliśmy. Kosmos, uwielbiam z nim palić. On mi trochę otworzył oczy, na to co jest ważne i co nas niszczy. Mądry gość.
I jak teraz słyszę jak moje koleżanki opowiadają mi o pracy, to mnie głowa booooli. Bo jak się nie podoba,to trzeba zmieniać i ja już to wiem, już to potrafię. nie boję się, co będzie później, jakoś sobie poradzę. Ale już na pewno nie pozwolę sobie, żeby ktoś mnie źle traktował, czy to w pracy, czy w innej relacji.
Jestem wypompowana i w kwestii zawodowej i związkowej. Jak i nie chce mi się pracować, tak i nie chce mi się mieć kogoś. Doceniam swoje towarzystwo. I zrozumiałam, że nie ma co się poświęcać dla kogoś w całości. Ostatnio za bardzo mi zależało i strasznie, ale strasznie się zawiodłam, że teraz i na najbliższy czas, nie będę i nie chcę wiązać się z nikim. Czuję jakąś pustkę. Nawet nikt mi się nie podoba. Ja już nawet nie potrafię randkować, czy flirtować. Nie czuję tego. Nic nie czuję. Za dużo energii i zauroczenia poświęciłam byłemu. Przeglądałam sobie email stare i ja naprawdę byłam zakochana. Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie.
Rozczuliłam się. Chyba jeszcze o nim czasem myślę, choć mam do niego żal.
No nic, nie ma co rozpamiętywać, trzeba iść dalej.
http://www.youtube.com/watch?v=ThruPm_4oow
Zmęczyłam się i ledwo co widzę już. Dalszy ciąg nastąpi.
Dobranoc.
sobota, 17 sierpnia 2013
Byt.
Kimże ja się stałem?
Jakie macie prawo, wy tam, zaśmiecać moje życie, kraść mój czas, szperać w zakamarkach mojej duszy, wysysać moje myśli, traktować mnie jak kompana, powiernika i informatora?
Za kogo wy mnie macie?
Czy jestem komediantem na etacie, od którego wymaga się, by codziennie odgrywał intelektualną farsę na waszych durnych oczach?
Czy może niewolnikiem zakupionym na targowisku, bym na brzuchu czołgał się przed wami - nierobami, i składał u waszych stóp wszystko, co zrobię, i wszystko, co wiem?
Czyż jestem panienką z lupanaru, której każe się unosić spódnicę albo zdejmować bieliznę jak na licytacji, na skinienie pierwszego lepszego faceta, którego stać na garnitur od krawca?” H.Miller
środa, 14 sierpnia 2013
Kołhoz
„Cześć John:
Dzięki za dobry list. Myślę, że czasami nie zaszkodzi pamiętać, skąd się przyszło. Znasz miejsca, skąd ja przyszedłem. Nawet ludzie, którzy o tym piszą lub robią filmy, nie mają o tym pojęcia. Nazywają to ‘Od 9 do 5’1. To nigdy nie jest od 9 do 5, nie ma przerwy na lunch w takich miejscach, w rzeczywistości w wielu z nich, żeby zachować pracę, nie idzie się na lunch. Za to są nadgodziny, a księgowość nigdy nie potrafi policzyć ich jak należy, a jeśli narzekasz, to na twoje miejsce czeka kolejny frajer.
Znasz moje stare powiedzenie: ‘Niewolnictwo nigdy nie zostało zniesione, po prostu zostało rozciągnięte na wszystkie kolory’.
I to co sprawia ból, to stale znikające człowieczeństwo u tych, co walczą o utrzymanie pracy, której nie chcą, ale obawiają się gorszej alternatywy. Ludzie po prostu stają się pustką. Są ciałami ze strachliwymi i posłusznymi umysłami. Ich oczy tracą blask. Głos staje się paskudny. I ciało. Włosy. Paznokcie. Buty. Wszystko.
Jako młody człowiek nie byłem w stanie uwierzyć, że ludzie mogą poddać się takim warunkom. Jako stary człowiek wciąż nie mogę w to uwierzyć. Z jakiego powodu to robią? Dla seksu? Telewizora? Samochodu na raty? Czy dzieci? Dzieci, które zrobią potem dokładnie to samo co oni?
We wczesnej młodości, kiedy przechodziłem z jednej pracy do drugiej, byłem na tyle głupi, że czasami mówiłem do moich współpracowników: ‚Hej, szef może wejść tu w każdej chwili i zwolnić nas wszystkich, tak po prostu, nie rozumiecie tego?’
Tylko na mnie patrzyli. Przedstawiałem im coś, czego nie chcieli do siebie dopuścić.
Obecnie w przemyśle są ogromne zwolnienia (huty, zmiany technologiczne w innych fabrykach). Są zwalniani setkami tysięcy, a na ich twarzach maluje się zdumienie:
‘Oddałem 35 lat swojego życia…’
‘To niesprawiedliwe’
‘Nie wiem, co robić’
Nigdy nie płacą niewolnikom wystarczająco dużo, żeby mogli się wyzwolić, tylko w sam raz, żeby mogli przeżyć i wrócić do pracy. Byłem w stanie to dostrzec. Dlaczego oni nie byli? Doszedłem do wniosku, że ławka w parku albo bycie ćmą barową były tak samo dobre.
Właśnie napisałem o tym wszystkim z odrazą i przyniosło mi ulgę wyrzucenie z siebie tego gówna. A teraz, gdy jestem tak zwanym zawodowym pisarzem, po tym jak zmarnowałem pierwsze 50 lat życia, odkryłem, że istnieją kolejne odrazy.
Pamiętam, jak kiedyś pracowałem jako pakowacz w pewnej firmie oświetleniowej i jeden z pakowaczy powiedział znienacka: ‘Nigdy nie będę wolny!’
Jeden z szefów przechodził (nazywał się Morrie) i wypuścił z siebie taki uroczy rechot, czerpiąc satysfakcję z faktu, że ów pakowacz był uwięziony na całe życie.
Zatem szczęście, że udało mi się w końcu wydostać z tych miejsc, nieważne ile czasu mi to zajęło, dało mi poczucie radości, radosną uciechę z cudu. Obecnie piszę ze starego umysłu i starego ciała, dawno po czasie, w którym większość ludzi nadal myślałaby o czymś takim, ale skoro zacząłem tak późno, jestem sobie to winny i choć słowa zaczynają się chwiać, i trzeba mi pomoc wejść po schodach, i nie potrafię odróżnić błękitnika2 od spinacza do papieru, to wciąż czuję, że coś we mnie będzie pamiętać (nieważne jak stary będę), jak przeszedłem przez mordęgę, gówno i harówkę do przynajmniej wspaniałomyślnej metody na śmierć.
Nie zmarnować zupełnie swojego życia wydaje się godnym szacunku osiągnięciem, nawet jeśli tylko dla mnie samego.
Twój chłopak
Hank”
Dzięki za dobry list. Myślę, że czasami nie zaszkodzi pamiętać, skąd się przyszło. Znasz miejsca, skąd ja przyszedłem. Nawet ludzie, którzy o tym piszą lub robią filmy, nie mają o tym pojęcia. Nazywają to ‘Od 9 do 5’1. To nigdy nie jest od 9 do 5, nie ma przerwy na lunch w takich miejscach, w rzeczywistości w wielu z nich, żeby zachować pracę, nie idzie się na lunch. Za to są nadgodziny, a księgowość nigdy nie potrafi policzyć ich jak należy, a jeśli narzekasz, to na twoje miejsce czeka kolejny frajer.
Znasz moje stare powiedzenie: ‘Niewolnictwo nigdy nie zostało zniesione, po prostu zostało rozciągnięte na wszystkie kolory’.
I to co sprawia ból, to stale znikające człowieczeństwo u tych, co walczą o utrzymanie pracy, której nie chcą, ale obawiają się gorszej alternatywy. Ludzie po prostu stają się pustką. Są ciałami ze strachliwymi i posłusznymi umysłami. Ich oczy tracą blask. Głos staje się paskudny. I ciało. Włosy. Paznokcie. Buty. Wszystko.
Jako młody człowiek nie byłem w stanie uwierzyć, że ludzie mogą poddać się takim warunkom. Jako stary człowiek wciąż nie mogę w to uwierzyć. Z jakiego powodu to robią? Dla seksu? Telewizora? Samochodu na raty? Czy dzieci? Dzieci, które zrobią potem dokładnie to samo co oni?
We wczesnej młodości, kiedy przechodziłem z jednej pracy do drugiej, byłem na tyle głupi, że czasami mówiłem do moich współpracowników: ‚Hej, szef może wejść tu w każdej chwili i zwolnić nas wszystkich, tak po prostu, nie rozumiecie tego?’
Tylko na mnie patrzyli. Przedstawiałem im coś, czego nie chcieli do siebie dopuścić.
Obecnie w przemyśle są ogromne zwolnienia (huty, zmiany technologiczne w innych fabrykach). Są zwalniani setkami tysięcy, a na ich twarzach maluje się zdumienie:
‘Oddałem 35 lat swojego życia…’
‘To niesprawiedliwe’
‘Nie wiem, co robić’
Nigdy nie płacą niewolnikom wystarczająco dużo, żeby mogli się wyzwolić, tylko w sam raz, żeby mogli przeżyć i wrócić do pracy. Byłem w stanie to dostrzec. Dlaczego oni nie byli? Doszedłem do wniosku, że ławka w parku albo bycie ćmą barową były tak samo dobre.
Właśnie napisałem o tym wszystkim z odrazą i przyniosło mi ulgę wyrzucenie z siebie tego gówna. A teraz, gdy jestem tak zwanym zawodowym pisarzem, po tym jak zmarnowałem pierwsze 50 lat życia, odkryłem, że istnieją kolejne odrazy.
Pamiętam, jak kiedyś pracowałem jako pakowacz w pewnej firmie oświetleniowej i jeden z pakowaczy powiedział znienacka: ‘Nigdy nie będę wolny!’
Jeden z szefów przechodził (nazywał się Morrie) i wypuścił z siebie taki uroczy rechot, czerpiąc satysfakcję z faktu, że ów pakowacz był uwięziony na całe życie.
Zatem szczęście, że udało mi się w końcu wydostać z tych miejsc, nieważne ile czasu mi to zajęło, dało mi poczucie radości, radosną uciechę z cudu. Obecnie piszę ze starego umysłu i starego ciała, dawno po czasie, w którym większość ludzi nadal myślałaby o czymś takim, ale skoro zacząłem tak późno, jestem sobie to winny i choć słowa zaczynają się chwiać, i trzeba mi pomoc wejść po schodach, i nie potrafię odróżnić błękitnika2 od spinacza do papieru, to wciąż czuję, że coś we mnie będzie pamiętać (nieważne jak stary będę), jak przeszedłem przez mordęgę, gówno i harówkę do przynajmniej wspaniałomyślnej metody na śmierć.
Nie zmarnować zupełnie swojego życia wydaje się godnym szacunku osiągnięciem, nawet jeśli tylko dla mnie samego.
Twój chłopak
Hank”
poniedziałek, 29 lipca 2013
Budowlanka.
Długo się zastanawiałam, czy coś napisać. Ostatnio nie mam ochoty tu zaglądać i dzielić się z wami moimi refleksjami.
A jednak to robię. Dziś właśnie minął miesiąc odkąd nie pracuję. Chodze na rozmowy, załatwiam sobie jakieś tymczasowe prace, ale to wszystko to totalna kapusta.
Przecież nie mogę sie załamywać.
Nie mam żadnych pieniędzy na sierpień, a wręcz jestem zadłużona.
I do tego wszystkiego jeszcze przestawiłam swój tryb, na nocny.
Nie mogę spać, jężdżę rowerem, wracam nad ranem.
Piję alkohol.
Nie mogę się powstrzymać, łagodzi to wszytsko wokół mnie.
Wiem, że to usprawiedliwienie swojego postępowania. Wiem, to doskonale.
W ciągu tego miesiąca, bardzooo wiele się wydarzyło. Złego i dobrego. Bardziej złego, co pomogło mi trochę urosnąć w doświadczenia.
Można by rzec, że poznałam trochę bardziej ludzką naturę. Też i swoją. Przede wszystkim.
Nabrałam większego dystansu do siebie, do tego co mnie otacza.
Odnalazłam swóje stare pamiętniki.
Pisałam wtedy wiersze.
I patrząc przez pryzmat lat, byłam bardzo smutnym i ponurym dzieckiem.
Oto wiersz:
Pytanie: Kim jestem?
- Człowiekiem...? czy cieniem człowieka?
- żyję? a może tak długo umieram...
Pojawiają się miedzy kartkami słowa zwątpienia, śmierć, samotność.
Nawet mój temat maturalny, dotyczył samotności.
Czemu przez tyle lat ciągnie się ten temat za mną?
Co mnie jeszcze zaintrygowało w tych moich pamiętnikach to, że zadawałam pytania, na które i tak nigdy nie otrzymywałam odpowiedzi.
Po co to robiłam?
A jednak to robię. Dziś właśnie minął miesiąc odkąd nie pracuję. Chodze na rozmowy, załatwiam sobie jakieś tymczasowe prace, ale to wszystko to totalna kapusta.
Przecież nie mogę sie załamywać.
Nie mam żadnych pieniędzy na sierpień, a wręcz jestem zadłużona.
I do tego wszystkiego jeszcze przestawiłam swój tryb, na nocny.
Nie mogę spać, jężdżę rowerem, wracam nad ranem.
Piję alkohol.
Nie mogę się powstrzymać, łagodzi to wszytsko wokół mnie.
Wiem, że to usprawiedliwienie swojego postępowania. Wiem, to doskonale.
W ciągu tego miesiąca, bardzooo wiele się wydarzyło. Złego i dobrego. Bardziej złego, co pomogło mi trochę urosnąć w doświadczenia.
Można by rzec, że poznałam trochę bardziej ludzką naturę. Też i swoją. Przede wszystkim.
Nabrałam większego dystansu do siebie, do tego co mnie otacza.
Odnalazłam swóje stare pamiętniki.
Pisałam wtedy wiersze.
I patrząc przez pryzmat lat, byłam bardzo smutnym i ponurym dzieckiem.
Oto wiersz:
Pytanie: Kim jestem?
- Człowiekiem...? czy cieniem człowieka?
- żyję? a może tak długo umieram...
Pojawiają się miedzy kartkami słowa zwątpienia, śmierć, samotność.
Nawet mój temat maturalny, dotyczył samotności.
Czemu przez tyle lat ciągnie się ten temat za mną?
Co mnie jeszcze zaintrygowało w tych moich pamiętnikach to, że zadawałam pytania, na które i tak nigdy nie otrzymywałam odpowiedzi.
Po co to robiłam?
sobota, 13 lipca 2013
Feministyczno-lesbisjki poemat o zniewieściałych chłopcach, pijaństwie i narkotykach.
Pewnie zastanawia was, skąd wziełam pomysł na nazwę postu?
Otóż, po rozmowie ze znajomym i o tym, że chcę o czymś napisać, doradził mi, abym właśnie tak go zatytuowała. I jest. Bardzo mi się podoba. A czy wam się podoba, czy nie, to mnie to gówno obchodzi. Sorry. To mój blog, mój post i moje pierdy w nim.
Skoro w tytule jest słowo "POEMAT" - to niech tak się do cholery stanie.
A co!
Zmieniam orientację. Śniły mi się cycki. Dobra, pierdolę głupoty. Jestem Bi- kocham kobiety.
Mogłabym być teraz z jakąś. Jak na razie, mam już przesyt mężczyzn. Albo nie, jakoś nie chcę nikogo.
Uwaga!
Byłabym z Tobą - albo rozłogą...
Jako smakujesz, aż się zepsujesz!
Ej? weź spierdalaj!
Będę brał Cię i gnał Cię, jak jest, tak jest.
Dla mnie- niee?
Będę brała Cię na wannę w kształcie...
Koniec!
Dobra tam, nie chce mi się pierdolić o tych chłopcach/mężczyznach. Nie będę o nich pisać. Jebać ich. Już mi się znudził ten temat na blogu.
Teraz może dojebię o przyjaźni. To trwalsze.
UWAGA:
Mam przyjaciół niewielu - znajomi chcą ode mnie bajzelu albo szmelu.
Jak wolisz, ziom!
- cho na piwko na przeciwko! dam ci magnezu i dorzucę pierzu.
chętnie ci pomogę, ale pokaż swoją nogę albo - daj na piwo?!
Było feministycznie, trochę lesbijsko, to może teraz narkotyki riki -tiki?
Gibongo Zajebongo!
Ty jesteś jak choroba ile cię trzeba palić ten tylko się dowie,
kto cię dymał...
- dajesz mi wiarę,
- dajesz mi siarę i robię sobie dziarę za dziarę!
Bo człowiek człowiekowi wilkiem, a zombi zombi, zombi...
Daj żyć! - to o zniewieściałych chłopcach.
Więc zostało - pijaństwo!
- I pozostanie ono do końca mych dni...
na wieki wieków amen.
Kamień.
Koniec tych wierszyczków. Już mi się znudziły.
Mam ochotę na chamski melanż. Na coś niestandardowego. Potrzebuję małej adrenalinki.
Orgazmu?
Nie wiem nazywajcie sobie jak to chcecie...
Ej???
Ostatnio zauważyłam fajną sprawę. Coraz więcej uśmiechniętych ludzi na ulicy, w komunikacji. Jak super!
Przyjemnie. I nawet sporo pomocnych, otwartych. Świat zmierza ku lepszemu heheh
Poznałam kilka nowych osób. Dość specyficznych i bardzo ich polubiłam. Jednak nowa krew, nowe znajomości pobudzają życie od nowa. Mam ochotę ich słuchać, dowiedzieć się czegoś nowego. Ale nie za dużo i nie za długo. Żeby mnie za szybko nie zmęczyli.
Jak na razie, świetnie się bawię.
Takich wakacji długich to jeszcze od matury nie miałam. Przynajmniej mam czas na różne zajęcia, na które rzekomo nie miałam podczas pracy. Albo ich nie chciałam mieć.
Zaczynam doceniać swoją samotność.
I bardzo sobie ją cenię, jak i innych ludzi. Oczywiście.
Aaa. Zapomniałam. Od nowa, wyrobiłam sobie czytanie książek w tygodniu, nie w mc. To takie super, oderwanie się w ten świat kartek papieru.
Literatura zaczęła mnie znowu uspokajać. I dawać nowe spojrzenie na pewne sprawy, na które pewnie nie znałam albo zapomniałam odpowiedzi. Przez to mechaniczne życie, które mnie otacza i w którym sama uczestniczę. Nie zauważanie kluczowych problemów. W ralacjach, każdych.
Wieża Babel.
Tyle w tym temacie.
Idę spać.
Dobranoc.
wtorek, 18 czerwca 2013
Marion Delorme.
OK, już się uspokoiłam.
Wczoraj spotkałam się z kolegą, trochę mi natłukł oliwy do głowy, wyjaśnił pewne spawy dość ważne, nie tylko dla mnie, ale dla człowieka. Już inaczej na to patrzę.
Moje życie się zmienia szybciej niż jestem w stanie to ogarnąć. Ale z moim ADHD poniekąd stwierdzonym przez specjalistów, powinnam ogarniać taki tryb, to coś dla mnie.
Ja nie potrafię ogarniać na spokojnie, ja muszę mieć zapierdol, młyn, kopniaka w dupę. Wtedy automatycznie się ogarniam jak strzała.
W sumie to mój ostatni tydzień w tej pracy. Od piątku mam urlop i lecę do Paryża. A jak już wrócę, to nie będzie niczego. heh. Trochę mnie to bawi. Bawi mnie moje życie. Ludzi których spotykam. Mam wrażenie, że jestem z innego świata.
Ogólnie to już mniej osób mnie wkurwia i sytuacji. Chyba leki zaczynają działać. Mam wyjebane. Nic nie muszę. Siedzę w tej pracy, już na totalnym luzie. Bo co tu robić? Jak tu nie ma nic do pracy...
Marazm.
Siedzenie, siedzenie, klikanie w internecie. Co prawda teraz szukam sobie pracy, pisze bloga, klikam na GM. Uczę się angielskiego.
Takie moje zajęcie. Jakiś tel odebrałam, jakiegoś e-mail napisałam, pocztę otworzyłam i tyle.
Nie no, to praca lekka, ale czy ja kurwa chcę takiej pracy? chyba nie. Chcę coś robić, a nie udawać.
Ja jebe.
Piszę sobie właśnie z koleżanką na gmailu i tak jakoś zeszło na relacje damsko - męskie.
No i do czego doszłyśmy? a to do tego, że większość panów, chciałaby mieć skromne, grzeczne dziewczynki, które mało co się odzywają, a jak już to do lodzika. I budzą ich rano pod kołderką pysznym lodzikiem. W stylu: - "chapaj dzidę świnio ;P"
Ten tekst mnie tak rozjebał, że do tej pory się śmieje. Losie. heheh
Niestety to fakty.
I tak nas ciągle zastanawia, dlaczego oni tak zwyczajnie pierdolą. Niby chcą silnej zdolnej, inteligentnej kobiety, a w większości wybierają puste laski, tipsiary, co są prostolinijne bez żadnych wyższych celów i zainteresowań. A te super, laski są singielkami.
O co tu kurwa chodzi?
to ponoć kobiety są skomplikowane, ale ja ciągle uważam, że to w inną stronę idzie...
https://www.youtube.com/watch?v=A93Uk9yjzhY
Wczoraj spotkałam się z kolegą, trochę mi natłukł oliwy do głowy, wyjaśnił pewne spawy dość ważne, nie tylko dla mnie, ale dla człowieka. Już inaczej na to patrzę.
Moje życie się zmienia szybciej niż jestem w stanie to ogarnąć. Ale z moim ADHD poniekąd stwierdzonym przez specjalistów, powinnam ogarniać taki tryb, to coś dla mnie.
Ja nie potrafię ogarniać na spokojnie, ja muszę mieć zapierdol, młyn, kopniaka w dupę. Wtedy automatycznie się ogarniam jak strzała.
W sumie to mój ostatni tydzień w tej pracy. Od piątku mam urlop i lecę do Paryża. A jak już wrócę, to nie będzie niczego. heh. Trochę mnie to bawi. Bawi mnie moje życie. Ludzi których spotykam. Mam wrażenie, że jestem z innego świata.
Ogólnie to już mniej osób mnie wkurwia i sytuacji. Chyba leki zaczynają działać. Mam wyjebane. Nic nie muszę. Siedzę w tej pracy, już na totalnym luzie. Bo co tu robić? Jak tu nie ma nic do pracy...
Marazm.
Siedzenie, siedzenie, klikanie w internecie. Co prawda teraz szukam sobie pracy, pisze bloga, klikam na GM. Uczę się angielskiego.
Takie moje zajęcie. Jakiś tel odebrałam, jakiegoś e-mail napisałam, pocztę otworzyłam i tyle.
Nie no, to praca lekka, ale czy ja kurwa chcę takiej pracy? chyba nie. Chcę coś robić, a nie udawać.
Ja jebe.
Piszę sobie właśnie z koleżanką na gmailu i tak jakoś zeszło na relacje damsko - męskie.
No i do czego doszłyśmy? a to do tego, że większość panów, chciałaby mieć skromne, grzeczne dziewczynki, które mało co się odzywają, a jak już to do lodzika. I budzą ich rano pod kołderką pysznym lodzikiem. W stylu: - "chapaj dzidę świnio ;P"
Ten tekst mnie tak rozjebał, że do tej pory się śmieje. Losie. heheh
Niestety to fakty.
I tak nas ciągle zastanawia, dlaczego oni tak zwyczajnie pierdolą. Niby chcą silnej zdolnej, inteligentnej kobiety, a w większości wybierają puste laski, tipsiary, co są prostolinijne bez żadnych wyższych celów i zainteresowań. A te super, laski są singielkami.
O co tu kurwa chodzi?
to ponoć kobiety są skomplikowane, ale ja ciągle uważam, że to w inną stronę idzie...
https://www.youtube.com/watch?v=A93Uk9yjzhY
Subskrybuj:
Posty (Atom)

